Ludziom to trudno dogodzić..........
Jak 13 wypada w poniedziałek to też narzekają:
"no tak, dziś 13 i to poniedziałek!!!"
A wydawało mi się to 13 wypadający w piątek jest symbolem pecha.
Sprowokowana przez wiecznych narzekaczy szukających wymówki, a bo 13, a bo poniedziałek, a bo czarny kot, opowiem Wam o pewnym piątku (gdy największe mrozy szalału w centrum Polski) pełnym niespodziewajek.
Nie jestem elegantką z torebką lecz czterdziestką z plecakiem. Ponieważ mój tobołek codzienny jest za mały na zakupy, które planowałam zrobić wracając z pacy - przepakowała "wszystko?" większego.
Gdy w autobusie chciałam aktywować kartę miejską okazało się, że "wszystko" nie oznacza portfela!!! Cóż - dobrze, że to przystanek od domu. Wróciłam pieszo - bo przecież mogę pechowo trafić na kanara. Wtargałam się na moje cudowne 4 piętro. Tu należy wyjaśnić, że mieszkam w zabytkowej kamienicy - parterowe mieszkania ze względu na wysokość przerobione na 20 poziomowe. Wejście na moje 4 piętro można porównać do wejścia na 5/6 w standardowym bloku.
Otóż wtargałam się na górę tocząc pianę z pyska. Klapnęłam w kuchni spocona. Niestety próba rozpięcia kurtki skończyła się rozerwaniem suwaka. Zaciął się skurczybyk wredny!!!!!
Nie było wyjścia, ubrana w dodatkowy sweter i jesienny płaszczyk pobiegłam już przecież i tak spóźniona do pracy. Nie muszę dodawać, że mój humor był z lekka nadszarpnięty. Na dodatek garderoba sprawiła tylko, ze jesienny płaszczyk przepuszczał mroźne powietrze, ą dodatkowy sweter tylko krępował ruchy. Jednym słowem kaszana. Wpadłam do pracy klnąc pod nosem na myśl o nieprzewidzianych w tej chwili kosztach, bo czy warto reanimować kurtkę, która już w ubiegłym sezonie podlegała wymianie?
Oczywiście podzieliłam się z koleżankami z pokoju swoimi przygodami. Westchnęłam głęboko, pochyliłam się nad klawiaturą i .............. wypadło mi oko.
A dokładniej szkło z oprawki okularów. Dodam oczywiście, że zmianę szkieł też miałam w planach ale z budżet chwilowo nie umożliwia tego wydatku.
I co?
Niby 13 jest pechowy?
A jak mam nazwać to, co przydarzyło mi się pewnego piątkowego przedpołudnia?
Nie jestem zbyt przesądna ale dziewczyny śmiały się ze mnie karząc zabierać komórkę do toalety, bo może się zatrzasnę :)))
Szkoda, że dopadła mnie kumulacja takich nieprzyjemnych wydarzeń, a nie kumulacja w totka.
W Brzozowym Zaciszu panoszą się obecnie dzianiny czyli moja drutoterapia jako sposób na szarość dnia codziennego. Ale doszukać się tu można również wcześniejszych prac czyli decoupage, biżuterii i scrapbookingu.
poniedziałek, 13 lutego 2012
poniedziałek, 6 lutego 2012
Zimowo dzianinowo
Minęły Święta, minął Sylwester, minęły też ferie zimowe.....
Patrząc na mojego bloga można myśleć, że odpoczywam i cieszę się bezczynnością.
Oczywiście tak nie jest ale również oczywiście - nie wszystkie moje prace zostały obfocone.
Pisząc prace mam tu na myśli dzianiny.
Z decu mam na warsztacie jedynie herbaciarkę dla koleżanki z pracy.
Obecnie największą przyjemność sprawiają mi "robótki na drutach".
W wekend powstał szybki golfiak dla pewnego 17 latka - oczywiście nie obfocony.
Ale dzięki uprzejmości nowej właścicielki - mam zdjęcia pewnego kompletu.
Chusta (na zdjęciu złożona na pół), rękawiczki oraz moje pierwsze filcowanie.
Kolory troszkę przekłamane - włóczka to Bravo Color oczywiście z Fastrygi
Patrząc na mojego bloga można myśleć, że odpoczywam i cieszę się bezczynnością.
Oczywiście tak nie jest ale również oczywiście - nie wszystkie moje prace zostały obfocone.
Pisząc prace mam tu na myśli dzianiny.
Z decu mam na warsztacie jedynie herbaciarkę dla koleżanki z pracy.
Obecnie największą przyjemność sprawiają mi "robótki na drutach".
W wekend powstał szybki golfiak dla pewnego 17 latka - oczywiście nie obfocony.
Ale dzięki uprzejmości nowej właścicielki - mam zdjęcia pewnego kompletu.
Chusta (na zdjęciu złożona na pół), rękawiczki oraz moje pierwsze filcowanie.
Kolory troszkę przekłamane - włóczka to Bravo Color oczywiście z Fastrygi
Subskrybuj:
Posty (Atom)